piątek, 6 września 2013

31 'Myślisz, że się wróci?'

*Kilka tygodni później*
                Dziewczyna o brązowych lokach i morskich oczach przewróciła swymi tęczówkami, wchodząc za swoją najlepszą i najwspanialszą przyjaciółką do jednego z klubów, które oblegało setki ludzi mieszkających w Londynie. Znalazła się tutaj z własnej, nieprzymuszonej woli, więc musiała przecierpieć chociażby jedną z całonocnych imprez.
                Do Londynu przyleciała kilkanaście godzin temu. Jedyne co zdążyła zrobić, to wziąć prysznic, przebrać się i natychmiastowo udać do przyjaciółki, która aktualnie przechodziła najgorszy okres w swoim dotychczasowym życiu. Rozstała się ze swoim chłopakiem, który ponoć na tapecie miał teraz rozwijanie swojej kariery, nie dostała się na staż w wymarzonym studio, a jej rodzice postanowili zmienić miejsce zamieszkania zabierając swoją córkę razem z sobą. Deszczowy Londyn nie był szczytem ich najskrytszych marzeń, planowali przeprowadzkę do Nowego Jorku. Tak więc słysząc zapłakany głos w słuchawce, Amy natychmiast zabukowała sobie bilet na pierwszy lot do Londynu, z postanowieniem poprawienia nastroju swojej najlepszej przyjaciółce. Chciała to zrobić jak najlepiej, nawet gdyby miała stanąć na rzęsach z tego powodu.
                -Dwa razy whisky poproszę. – dwa smukłe palce brunetki wystrzeliły ku górze. Posłała przystojnemu barmanowi uśmiech, jednocześnie kładąc wypielęgnowane dłonie na wypolerowany blat. Młody mężczyzna, stojący tego wieczoru za barem, ukłonił się, przybierając na twarz uśmiech firmowy numer cztery.
                -Za nieudane związki. – wzniosła toast Amy. Kate ujęła w dłoń szklankę z alkoholem.
-I za pracodawców, którzy nie doceniają młodych stażystów. – zaśmiała się ponuro blondynka, jednocześnie wznosząc swój trunek ku górze. Szkła stuknęły o siebie, cichy brzdękiem rozchodząc się po głośnym klubie. Dwie młode dziewczyny w rekordowym tempie wlały w siebie zawartość szklanek, krzywiąc się przy tym raz po raz.
                Amy, chcąc zamówić następną kolejkę, odwróciła się w prawą stronę poszukując barmana. Zamiast niego, zauważyła młodego, krótko ostrzyżonego mężczyznę. Był zwrócony do niej plecami, zajęty rozmową z kolegą. Jedyne co zauważyła, to tatuaż ciągnący się przez boczną część jego przedramienia.  Lekko przechylając głowę i mrużąc morskie tęczówki, przeczytała wieczny napis, który brzmiał: Everything I wanted but nothing I’ll ever need… Brunetka uśmiechnęła się pod nosem, odwracając się w stronę swojej przyjaciółki. Niewiadomo skąd i jak, nagle poczuła wewnętrzny spokój. Jakiś głos w jej głowie, szeptał ‘Wszystko dobrze, jesteś bezpieczna.’ Chciało jej się śmiać. Uśmiech przedostawał się przez kamienną maskę smutku, którą ciągle miała na twarzy.
                Po kilkunastu kolejkach przeróżnych napojów alkoholowych, dziewczyny wyskoczyły na parkiet, szukając wyśmienitej rozrywki. Natychmiast dołączyło do nich dwoje mężczyzn. Jeden z nich, wysoki, umięśniony chłopak, z średnio długimi włosami zaczesanymi do tyłu, przyłączył się do kocich ruchów Amy. Tańczyli razem przez większość imprezy, nie dając sobie chwili na wytchnienie. Ciemnowłosa całkowicie oddała się alkoholowi krążącemu w jej żyłach. Zapomniała niemalże o całym Bożym świecie.
                -Muszę się czegoś napić. – krzyknęła Amy, próbując przebić się przez klubową muzykę. Chłopak, który towarzyszył jej w tańcu, skinął głową przystając. Amy obróciła się na pięcie przeciskając się przez tłum do baru.
                -Ja stawiam. – usłyszała, gdy chciała zamówić sobie drinka. Obróciła się w stronę mężczyzny, który okazał się być tym, z którym tańczyła. Skinęła głową, kładąc jedną dłoń na jego piersi.
-Będę na zewnątrz.- uśmiechnęła się, po czym wyszła przez boczne drzwi. Usiadłszy pod ścianą, wyciągnęła z kieszeni paczkę swoich ulubionych papierosów. Przeszukała pozostałe kieszenie w poszukiwaniu zapalniczki, lecz bezskutecznie. Sfrustrowana odłożyła paczkę na bok, po czym ściągnęła ze swoich zmęczonych stóp, niebotycznie wysokie szpilki. Rozmasowała sobie kark, cały czas uśmiechając się do siebie. Była jak w jakiejś euforii, a to wszystko zawdzięczała kilku drinkom, zbyt pośpiesznie wypitym.
                -Proszę. – mężczyzna wręczył jej drinka do dłoni. Amy uniosła na niego wzrok, nic nie widząc pośród mroku.
-Dzięki. – uśmiechnęła się, upijając łyk kolorowego drinka. Kątem oka zauważyła iż mężczyzna usiadł tuż obok niej, dziwnie na nią zerkając. Nie zdziwiło jej to, w końcu była młodą, atrakcyjną dziewczyną. Każdy mężczyzna oglądał się za nią, a jej to schlebiało.
                -Zawsze przyjmujesz drinki od nieznajomych, czy może zrobiłaś dla mnie wyjątek? – zapytał mężczyzna, zakładając jej niesforny kosmyk włosów za ucho. Amy odstawiła wysoką szklankę obok swoich szczupłych i długich nóg, po czym wzięła w dłoń paczkę papierosów.
-Masz ogień? – uważnie wyciągnęła jednego smukłego papierosa. Uważnie przyjrzała się bibułce, po czym oparła swoją dłoń na udzie.
-Nawet nie wiesz jak mam na imię… - zaśmiał się jej towarzysz. Brunetka wywróciła oczyma, odwracając się w jego stronę, lewym ramieniem opierając się o zimny mur. Alkohol dodawał jej pewności siebie, nie bała się niczego.
-Daj spokój, a ty moje imię może znasz? – zaśmiała się, kładąc prawą dłoń na udzie mężczyzny.
-Amy, prawda? – chłopak wyciągnął w jej stronę czarną zapalniczkę. Ciemnowłosa przejęła urządzenie, uśmiechając się zwycięsko.
-Chcę wiedzieć, skąd znasz moje imię?- zapytała, wtykając papierosa do ust. Odpalając go, zasłoniła zapalniczkę dłonią, by wiatr nie zgasił jej płomienia.
-Zakładam, że uciekłabyś z piskiem wrzaskiem, każąc przekazać reszcie, że masz ich głęboko w… W poważaniu.
                Amy skinęła głową, zaciągając się dymem. Wypuszczając go z płuc obserwowała ciemne, bezchmurne niebo. Gwiazdy tej nocy świeciły wyjątkowo pięknie, nadając miastu niesamowitą aurę delikatności.
-A ty? Jak masz na imię? – zapytała, unosząc drinka do ust.
-Andy.
                -No, mam cię! Gdzieś ty do cholery była?! Myślisz, że możesz tak bezkarnie wychodzić z klubu bez poinformowania o tym swojej przyjaciółki? Jezu myślałam, że cię ktoś gdzieś zaciągnął i zgwałcił! – zagrzmiał nad nimi głos najlepszej przyjaciółki Amy. Dziewczyna leniwie skierowała swój wzrok na Kate. Alkohol sprawiał iż miała trudności z koncentracją. Wszystko wokół niej wirowało, miała wrażenie, że jeśli ruszy się o choćby milimetr, będzie to najgorsza decyzja w jej życiu. Ciężko było jej ocenić stan emocjonalny Kate, więc siedziała cicho, by nie zarobić po głowie.
-Zabieramy ją stąd? – zapytał Andy, wstając. Blondynka skinęła głową. Złapała Amy za nadgarstki, po czym pociągnęła ją do góry, nie zważając na to, że trąca butem szklankę z drinkiem. Brunetka zignorowała potłuczone szkło. I tak nie miała zamiaru pić więcej alkoholu. Nie chciała wymiotować.
-Gdzie? – zainteresowała się Amy z kilkunastosekundowym opóźnieniem. Chwiejnie zakładała swoje buty na obcasie, mocno trzymając się ramienia Kate, niczym przerażone dziecko ręki swej matki.
-Zobaczysz.
*
                -Chcecie mnie porwać. – oznajmiła brunetka, mimowolnie zawierając w swej wypowiedzi nutkę ciekawości i niepewności. Posłusznie szła za Kate, a Andy szedł obok niej, trzymając ją za łokieć, by nie potknęła się na nierównym chodniku.
-Nie. – mruknął mężczyzna.
-Zgwałcić?
-Chciałabyś. – prychnęła Kate, wyciągając z kieszeni swój różowy telefon.
-To w takim razie pewnie chc…  - nie dokończyła, stając w miejscu jak wryta. Uważnie rozejrzała się po okolicy, czując jak zamiera w niej każdy centymetr ciała.
-Czemu nie idziecie? – zirytowała się Kate, gwałtownie odwracając się w ich stronę. Andy milczał z uwagą obserwując poczynania Amy.
-Jesteś podła, Kate… Naprawdę, cholernie podła. – wyszeptała brunetka, kręcąc głową z niedowierzaniem. Cofnąwszy się o kilka kroków, zmierzyła wzrokiem oboje wspólników.
-O co ci znowu chodzi? – westchnęła dziewczyna, podchodząc do niej i łapiąc ją za nadgarstek z zamiarem zaciągnięcia jej do swojego celu.
-Puść – syknęła Amy wyrywając nadgarstek z uścisku – Myślisz, że jestem naiwna? Głupia? Och, spijmy ją, na pewno nie zorientuje się gdzie ją prowadzimy! Za kogo ty mnie masz do cholery?! Nie pójdę tam, choćbym miała przesiedzieć tutaj aż wytrzeźwieję. W dupie was mam. Rozumiesz? W  d u p i e .
-Nie wiem o co ci chodzi, bełkoczesz coś. – Kate uciekła wzrokiem w drugą stronę. Amy w oddali zauważyła ulicę, przy której mieszkała przez całe życie. Byłaby idiotką, gdyby nie rozpoznała tej okolicy.
-Powiedz mi, gdzie mnie prowadzisz. – rozkazała brunetka, przyjmując buntowniczą pozę.
-Do twojego domu.
-Mój dom jest w Irlandii! Ten sprzedałam kilka miesięcy temu! Jak możesz być taką przyjaciółką?! Nie rozstałaś się z Harrym, dostałaś się na ten pieprzony staż, a twoi rodzice… - nie dokończyła, gdyż Kate wymierzyła jej soczysty cios z otwartej dłoni prosto w policzek.  Amy spuściła wzrok, ciężko dysząc z powodu adrenaliny krążącej po jej żyłach. Alkohol wyparował z jej krwi w mgnieniu oka, a przynajmniej tak jej się wydawało.
-Nie musiałaś tego robić. – wtrącił się Andy, podchodząc do Amy.  Brunetka stała ze spuszczoną głową, jedną dłonią trzymając się za obolały policzek. Andy zaprowadził ją pod latarnię, po czym obejrzał zaczerwienioną pręgę, którą zostawiła na jej twarzy Kate.
-Nic się nie stało. Zasłużyłam. Jak zawsze. – wzruszyła ramionami brunetka, siadając na murku.
-Przepraszam. – westchnęła Kate, kucając naprzeciwko niej. – Po prostu chcemy, żebyś z nim porozmawiała. Jest już grubo po północy, nie możemy kazać mu siedzieć przez całą noc i czekać.
-To idź i z nim porozmawiaj. Ja nie mam z nim o czym gadać. – prychnęła brunetka – Dlaczego się nie odczepicie? A może ja sobie ułożyłam życie? Może pokochałam kogoś tam, w Irlandii? Na miłość boską, przestańcie ingerować w moje życie!
-Pozwól skarbie, że się wtrącę, ale jestem pewien, że nie kochasz innego. – Andy wskazał na wisiorek, który zdobił szyję Amy. Brunetka dotknęła zawieszki opuszkami palców, czując jak traci jakiekolwiek argumenty.
-Chcę mieć to z głowy. Porozmawiam z nim, ale potem wracam pierwszym samolotem do Irlandii. Chodźmy.
*
                Szatyn siedział na huśtawce ogrodowej, stojącej na tarasie za domem. Lekko odpychając się nogami, wprawiał ją w kołysanie. Od kilku godzin wyczekiwał ciemnowłosej piękności. Chciał, żeby rzuciła się w jego ramiona i nigdy nie chciała ich opuścić.  Pozwolił sobie ułożyć obok miękki koc, w razie gdyby jego wybranka serca zmarzła. Noce były coraz chłodniejsze, nie chciał by przez niego chorowała.
                -Jest północ, dlaczego nie śpisz? – usłyszał ze swojej lewej strony. Drgnął, gdy dotarło do niego, że to nie ta osoba, której oczekiwał.
-Czego tu szukasz o tak późnej porze? Pożyczyć ci cukier? – odpowiedział pytaniem na pytanie. Każdy centymetr jego ciała napiął się ze zdenerwowania.
-Och, widziałam cię dzisiaj w klubie. Siedziała obok ciebie ta cizia, jak się nie mylę to ma na imię Amy czy coś. Zauważyłam, że siedzieliście odwróceni do siebie plecami. Pokłóciliście się? Och, tak  mi przykro. Aż wcale.
-Dan, proszę cię. Opuść mój dom. Jestem skłonny zawołać ochronę. – odezwał się spokojnie chłopak. Danielle stanęła naprzeciwko niego w kusej sukience i wysokich szpilkach. Liam wstał, chcąc pokazać jej drogę do drzwi.  Nie chciał być niemiły, ale w przypadku tej dziewczyny niegrzeczność była koniecznością.
                Nie zdążył powiedzieć cokolwiek, gdyż smukłe palce przyciągnęły go do niej. Musnęła jego usta swymi, jednocześnie mocno trzymając go za ramiona. Stał jak sparaliżowany, a ona go całowała, zmuszając jego usta do współpracy.
-Nie wiem, po co mnie tu ściągaliście, wcześniej mnie upijając. Przecież on sobie doskonale beze mnie radzi. – głos Amy rozległ się tak blisko niego, że pewnie mógłby ją teraz dotknąć, gdyby Dan się do niego nie przyssała. Bez chwili zastanowienia odepchnął od siebie Danielle.
-Amy, to…
-Tylko nie mów, że to nie tak jak myślę. To nie byłoby śmieszne, ale patetyczne i żałosne. – pokręciła głową brunetka. W jej niebieskich tęczówkach błyszczały kryształowe łzy. Powoli odwróciła się na pięcie, lecz nie zrobiła kroku w przód. Stała, z opuszczonymi dłońmi, patrząc w milczeniu na wszystkich domowników, którzy nagle zebrali się na dole. Po chwili odwróciła się, pochodząc do Liama. Delikatnie ujęła jego dłoń, po czym lewą ręką pociągnęła mocniej za łańcuszek, który miała na szyi.  Umieściła go na jego ręce, po czym uwagą zacisnęła na błyskotce jego palce. Liam rozpoznawał ten wisiorek, ale teraz co innego krążyło mu po głowie.
-Ktoś cię uderzył? – zapytał, wolną dłonią dotykając jej policzka, na którym, dzięki słabemu oświetleniu na werandzie, widniała cienka czerwona linia.
-Nikt. Wpadłam… Wpadłam na szafę. – przymknęła oczy pod wpływem jego dotyku, a gdy je otworzyła, łza spłynęła po jej policzku. – Życzę szczęścia z kobietą, która kocha twój majątek, nie serce.
                Nie zdążył nic odpowiedzieć,  gdyż Amy w mgnieniu oka zeszła z tarasu, po czym zniknęła w ciemnościach.
-Mała suka, zawsze się wpieprzy nie tam gdzie ja chcą. – westchnęła Danielle.
-Zamknij buźkę, bo tobie też przyłożę. Trzydzieści razy mocniej. – warknęła Kate, ruszając w jej kierunku. Na szczęście Harry przytrzymał ja w swoich ramionach, choć nie do końca rozumiał, kto był pierwszą ofiarą jego dziewczyny. Sam chętnie przyłożyłby Danielle,  za zepsucie szansy, dzięki której jego najlepsi przyjaciele mieli się zejść, lecz miał swoje zasady. Wiedział, że nie ma prawa uderzyć jakiejkolwiek kobiety.
                Liam stał jak oniemiały. Po raz kolejny tego roku stracił to, co było najcenniejsze w jego życiu. Nie ruszył się ani trochę, bojąc się, że rozsypie się po raz kolejny.  Z jednej strony chciał za nią biec, a z drugiej bał się odrzucenia. Szukał jakiejś wskazówki, patrząc na przyjaciół stojących w progu. Nie potrafił wypowiedzieć chociażby krótkiego ‘Znów zawaliłem’.
                Po chwili milczenia, która wydawała się być wiecznością, a w rzeczywistości trwało to kilka sekund, podszedł do niego zaspany, rozczochrany Louis. Zaniepokojona Eleanor, która spędzała dzisiejszą noc u swojego chłopaka, wyjrzała zza pleców Zayna.

-Na co czekasz? Myślisz, że się wróci? Nie znasz jej? Do jasnej cholery, biegnij za nią, bo znów ją stracisz!



asjfasfbhasbhfasfba NAPISAŁAM!!!
Ktoś jest ze mnie dumny?
Ktoś tu wgl został? Ugh, w wakacje zawsze tracę czytelników.
Please, please don't leave me! :<
Dacie radę 18 komentarzy? Dacie? 
Nie za długi ten rozdział? 5 stron w Wordzie, serio myślałam, że nigdy nie skończę xDDD
Komentujcie ziomeczki co sądzicie ;o
PS JA KOCHAM DANIELLE, ALE TEN CHARAKTER JEST TYLKO NA POTRZEBY FF #NOH8

11 komentarzy:

  1. Świetny :*
    Czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie się doczekałam <333
    rozdział wyszedł naprawdę świetny!
    Czekam na kolejny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne opowiadanie i cudowny wygląd bloga!
    Kocham czytać takie opowiadania <3333
    Szybko dodawaj kolejny rozdział xd
    Pozdrawiam
    http://solodayworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow ale się porobiło... Mam nadzieję, że Amy mu wybaczy :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  5. No w końcu! Nie mogłam się już doczekać! :D No no musze przyznać że nieźle się porobiło. Czekam na kolejny bo przerwałaś w takim momencie ze jdksnhvls. I no mam nadzieje że następny rozdział pojawi się znacznie szybciej niż ten :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział nie jest długi jak dla mnie mógłby być dłuższy. Czekam na następny. Jestem bardzo ciekawa co zrobi Amy:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak się stęskniłam za twoim pisaniem... Brakowało mi tu rozdziałów i w ogóle, ale teraz tylko czekam na nastepny i następny! <33333 fantastycznie piszesz i nie przestawaj! :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy