piątek, 22 lutego 2013

19 'Pytanie tylko, czy przyjaciele się tak zachowują?'


                -Amy? Co ty tutaj robisz? – zdziwił się Niall, nakładając na siebie koszulkę. Amy cofnęła się krok do tyłu, wpadając na Zayn’a.
-To jakaś paranoja – pokręciła głową z niedowierzaniem.
-Co? To ty jej jeszcze nic nie powiedziałeś? – oburzyła się półnaga Victoria.
-Powiedziałeś? – powtórzyła beznamiętnie – O czym ona mówi? Niall… Jak… Jak długo to trwa? – zapytała cicho. Chłopak podszedł do niej, po czym złapał ją za dłoń, lecz Amy ją odtrąciła.
-Jak… Długo? – zapytała ponownie. – Zresztą, nie ważne. Nie chcę wiedzieć. Szczęścia, na nowej drodze życia – dodała, po czym odwróciła się na pięcie i opuściła pokój Niall’a. Wybiegła na dwór, trzaskając za sobą drzwiami.  Zimne powietrze ogarnęło jej ciało, gdyż nie była zapięta. Jednak to nie było jej największym problemem.
-Amy, zaczekaj! – krzyknął za nią Zayn. Przystanęła, odwracając się powoli w jego stronę.
-Czego chcesz? – zapytała, a wiatr smagający jej ciało, sprawił, że jej włosy uniosły się, targane mocniejszym powiewem.
-Bardzo mi przykro, że dowiedziałaś się w takich okolicznościach – Zayn ujął ją za rękę, lecz ona wyrwała ją z tego przyjacielskiego gestu. Gdzieś z tyłu, Kate i Harry ze zdziwieniem obserwowali tą całą scenę.
-Przykro ci? – prychnęła Amy.-
On nie chciał cię zranić…
-Zranić? Słyszysz się człowieku? Jak miał nie chcieć mnie zranić, zdradzając mnie z tą lalą?! – krzyknęła – Mam was dość. Wszystkich po kolei. Jesteście egoistycznymi dupkami, zapatrzonymi w siebie gwiazdkami! Bawcie się uczuciami wszystkich dziewczyn, oprócz mnie. Mam was dosyć. Nie chcę was więcej widzieć na oczy – powiedziała, po czym szybkim krokiem opuściła ich posesję. Gdy zniknęła z pola widzenia Harry’ego, Kate i Zayn’a, puściła się biegiem w stronę parku.
                Usiadła na małej ławeczce, podkuliła nogi i oparła czoło o kolana. Nie chciała płakać, łzy same spływały po jej policzkach. Była bezsilna i wściekła. Nikt jej jeszcze tak nie upokorzył. Nigdy nie spodziewałaby się, że to właśnie Niall złamie jej serce, że skoczy na nie i podepcze, jakby było pustym kartonikiem po soku, które gdy się na nie nadepnęło, pękało, wydając z siebie głuchy odgłos.  
                Jej ramiona drgały delikatnie pod wpływem szlochu wydostającego się gdzieś z niej. Łzy przestały płynąć, pozostawiając po sobie przygnębienie. Zamknęła oczy, pozwalając by wiatr plątał jej włosy i przenikał każdy centymetr kwadratowy jej ciała.                                                                                             
                                                                         *
            -Może chusteczkę? – zapytał mocny, męski głos. Nie płakała już, nie miała siły. Nawet nie potrafiła rozpoznać tego głosu, który wciąż do niej mówił. Od łez i użalania się nad sobą bolała ją głowa – Słuchasz mnie?-Zostaw mnie w spokoju – jęknęła – Kimkolwiek jesteś.-Amy – ktoś usiadł obok niej – Kto cię zranił? Zabiję go, obiecuję – usłyszała. Podniosła głowę i spojrzała w prawo. Ujrzała obok siebie swojego przyrodniego brata. Bez słów przyciągnął ją do siebie i mocno ją przytulił. Głaskał ją delikatnie po plecach.
            -Paul…? – pociągnęła nosem, odsuwając się od niego. Spojrzał na nią, delikatnie się uśmiechając.
-Co jest mała?
-Powiedz mi… - poprosiła – Czy ja do cholery mam napisane na czole ‘Rozkochaj mnie w sobie, narób nadziei, mów, że mnie kochasz, a potem zdradź ‘ ? – zapytała.
-Nie masz – powiedział stanowczo chłopak, po czym wstał z ławki i pomógł jej wstać – Idziemy do domu, pakujesz się.
-Po co? – zapytała rozkojarzona.
-Chyba nie myślałaś, że w święta zostawimy cię samą – oburzył się Paul, po czym objął ją ramieniem.
-I dlatego przyjechałeś? – zapytała, idąc posłusznie obok niego.
-Jak widać – uśmiechnął się – Ty się spakujesz, a ja sobie z nim pogadam.
-Nie – pokręciła gwałtownie głową brunetka 
– Zostaw go.
-Dlaczego? – zmrużył oczy.
-Po prostu, nie rób tego.
-W porządku – westchnął. Skręcili w ich ulicę. 
           -Dziękuję – szepnęła.
-Za co? – zdziwił się.
-Za to, że przyjechałeś.
                                                                                              *    
            -Co robisz? – zdziwił się chłopak. Uniosła wzrok znad małego notesu, w którym miała ważne numery.-Szukam numeru do mojej pracy, muszę przecież wziąć urlop – wyjaśniła. Paul skinął głową i zajął się bukowaniem biletów na wieczór.  
              Amy znalazła numer do restauracji, po czym wzięła swój telefon, na którym widniało kilkanaście nieodebranych połączeń i wiadomości. Zignorowała te powiadomienia, po czym wybrała numer, następnie naciskając zieloną słuchawkę na ekranie. Szef odebrał po kilku sygnałach.
-Słucham?
-Dzień dobry – odezwała się niepewnie, gdyż jej pracodawca był bardzo surowy – Z tej strony Amy Harris.
-Ach, witaj. Coś się stało? – zapytał zaniepokojony.
-Właściwie to tak… Widzi pan, wiem, że na razie są święta, ale wolałabym pana teraz poinformować o moich zamiarach, żeby mógł pan sobie kogoś znaleźć…
-Na miłość boską, Amy, chyba nie chcesz nas opuścić?! – przestraszył się mężczyzna – Przecież nie masz z nami tak źle! Wysoka pensja, a do tego napiwki o dużych nominałach! Klienci cię uwielbiają, personel tak samo, nie możesz nas zostawić!
-Spokojnie – uśmiechnęła się Amy, po raz pierwszy tego dnia. – Po prostu chciałabym wziąć wolne. Do – zerknęła przelotnie na Paula – Myślę, że do końca stycznia. Czy jest to możliwe?
-Nawet nie wiesz jak mi ulżyło – zaśmiał się mężczyzna – W drodze wyjątku… Niestety wszystko, co mogę dla ciebie zrobić, to urlop połowę płatny, a połowę bezpłatny.
-W porządku, bardzo panu dziękuję.
-Jeszcze jedno… - zawahał się mężczyzna. Masz jakiś poważny powód?
-Tak … Można powiedzieć, że to sprawy osobiste, wymagające poświęcenia odrobinę więcej czasu, niż zwykle.
-Mam nadzieję, że wrócisz do nas świeża i wypoczęta. Życzę ci wesołych świąt – powiedział, a Amy również pożyczyła mu wesołych świąt, po czym podziękowała za urlop i się rozłączyła.                Usiadła na kanapie, odkładając telefon na stolik. Podkuliła nogi, po czym oparła policzek na kolanie i spojrzała w okno. Na dworze pod ścianą siedział Zayn. Palił papierosa. Wyglądał na smutnego i przygnębionego. Nad nim natomiast stał zdenerwowany Lou, najwyraźniej próbując zaciągnąć go do domu. Jednak czarnowłosy szedł w zaparte i nie chciał się ruszyć. Gdzieś w głębi serca Amy wiedziała, że to wszystko jej wina. Że powiedziała o parę słów za dużo. Przymknęła oczy, a samotna słona kropla spłynęła po jej policzku, spadając na jej spodnie i zostawiając po sobie krótkotrwały ślad.     
                                                                                         *  
              -Weźmiesz tę walizkę? – zapytała Amy, patrząc na Paula.
-Jasne – uśmiechnął się chłopak, po czym wyszedł na dwór, by spakować ich bagaże do taksówki, która właśnie nadjechała. Amy założyła swoje botki na obcasach, po czym narzuciła w pośpiechu płaszczyk oraz szal. Wzięła psa na smycz, sprawdziła czy wszystko w domu pozostawiła pozamykane i powyłączane, a następnie opuściła dom, zamykając drzwi na klucz. Usiadła w samochodzie, uprzednio wpuszczając Shaggy’ego. Na przednim siedzeniu usiadł Paul, po czym spojrzał na nią, uśmiechając się delikatnie. Ten uśmiech zawsze oznaczał ‘Będzie dobrze mała. A jeśli jakiś dupek znowu rozwali ci życie, to go znajdę i zabiję’.
-Gdzie jedziemy? – zapytał kierowca. Miał nie więcej niż 30 lat, nasuniętą na głowę czarną czapkę i ładny uśmiech, którym obdarzał Amy za każdym razem, gdy zobaczył, że mu się przygląda.
-Na lotnisko poprosimy – odezwała się Amy, po czym obejrzała się ostatni raz do tyłu. Jej wzrok powędrował na posesję sąsiadów, a w jednym z okien ujrzała Zayn’a, przyglądającego się jej z frustracją w oczach. Uznała, że tego nie zauważyła i opadła z powrotem na tylnie siedzenie, wpatrując się w okno i lewą dłonią głaszcząc psa po głowie.              
                                                                *    
            -No i co zrobiłeś? Widzisz?! Wyprowadziła się! – krzyknął czarnowłosy, odwracając się gwałtownie od okna.
-Uspokój się – poprosił Louis, najwyraźniej nie mając siły na to wszystko. Bycie poważnym, smutnym, to nie coś dla niego. Nienawidził być przygnębiony, gdyż ciężko potem było mu się ogarnąć. Niall siedział cicho, zakrywając twarz dłońmi – Gdzie do cholery jest Liam jak jest potrzebny? – jęknął Lou, siadając obok blondyna.
-Tu jestem, a co? – brunet wszedł do domu, odwieszając kurtkę na wieszak. Przysiadł na skraju kanapy, wędrując wzrokiem od zdenerwowanego Zayn’a, poprzez zasmuconego Harry’ego, zirytowanego Louis’a, a kończąc na załamanym Niall’u.
-Amy się wyprowadziła, wyjechała i Bóg wie co jeszcze, uprzednio dając nam do zrozumienia, że jesteśmy bandą zarozumiałych, egoistycznych dzieciaków, bawiących się uczuciami dziewczyn. Dodam jeszcze, że to wszystko wina Niall’a, który nie miał dość odwagi, by powiedzieć jej, że niestety kocha Victorię, a nie ją – wyjaśnił pokrótce Harry, przytulając do siebie Kate, która uśmiechała się smutno.  Niall wstał z kanapy, mrucząc pod nosem coś o tym, że musi się spakować i jechać na lotnisko.
-No to po was pojechała – zaśmiał się Liam, wstając z kanapy, po czym przeszedł do kuchni i nalał sobie szklankę wody.
-Nie chcę nic mówić, ale ty też zaliczasz się do naszej bandy dupków – odezwał się Zayn, który chyba był najbardziej tym poruszony. Liam wszedł do salonu, uśmiechając się lekceważąco.
-Tylko widzisz Zayn… W odróżnieniu od was – mnie to kompletnie nie obchodzi.         
                                                                     *   
             -Zatrzymaj się – poprosiła Amy.
-Po co? – zapytał Paul.
-Nie mam dla was prezentów – wyjaśniła, siląc się na beztroski uśmiech.
-Ale… Wiesz, że nie musisz tego robić – uśmiechnął się jej  brat.
-Zaparkuj przy tej galerii – poprosiła. Paul posłusznie stanął na wolnym miejscu parkingowym.  Amy wysiadła z samochodu, uprzednio biorąc swoją torebkę i żegnając się z bratem. Powolnym krokiem udała się do ogromnego budynku. Wprawdzie prezenty już miała, kupione dużo wcześniej, ponieważ miała zamiar wysłać je w paczce do rodziny, ale wyleciało jej to z głowy, więc spakowała je tego dnia do walizki, ale chciała pobyć trochę w samotności. 
               Na lotnisku zaczepiło ją mnóstwo fanek jej sąsiadów, błagając ją, żeby przekazała im, jak bardzo ich kochają. Chciały sobie zrobić z nią zdjęcia, mówiły, że cieszą się, że to ona właśnie jest z Niall’em, że doskonale do siebie pasują. W końcu nie wytrzymała i powiedziała, że bardzo się spieszy. Naprawdę miała tego wszystkiego dość. Nie chciała, żeby ta piątka wplątała się w jej życie. Dotychczas była sama, miała spokój, a w jej egzystencji nie wydarzyło się nic złego. Gdy poznała tych chłopaków, wydarzyło się parę rzeczy, które wolałaby z miejsca zapomnieć. Jednak nie dało się, ponieważ te wydarzenia raz na zawsze pozostawiły w jej psychice małą rysę, która już nigdy miała nie zniknąć. 
               Usiadła w małej kawiarence, chowając się w samym kącie. Do stolika podszedł kelner, a ona zamówiła małą czarną. Po chwili jej zamówienie stało przed nią na blacie. Oparła się wygodnie o wiklinowy fotel, po czym ujęła filiżankę w dłonie.
                Błądziła myślami po wydarzeniach dzisiejszego dnia. Wprawdzie gdzieś tam w środku czuła się upokorzona, lecz nie płakała przez zdradzę. Była przygnębiona przez własną głupotę oraz naiwność. Jak idiotka wierzyła, że na tym świecie jest ktoś, kto byłby w stanie pokochać tak zagubioną dziewczynę, jaką była ona sama. Nie pragnęła niczego więcej, niż miłości, zrozumienia, pełnej rodziny i szczęścia.
                Usłyszała dźwięk swojego telefonu, więc wydobyła go z torebki. Na wyświetlaczu ujrzała zdjęcie uśmiechniętego Liama, siedzącego na huśtawce. Pamiętała tamten dzień. Udali się wtedy na spacer, zahaczając o plac zabaw. Huśtali się później przez pół dnia, a ona uwieczniła swojego przyjaciela na zdjęciu, by mieć pamiątkę z tych miłych chwil. 
               Po krótkiej chwili odebrała.
-Słucham? – odezwała się, a uśmiech sam wkroczył na jej malinowe usta. Samo to, że Liam zadzwonił do niej, było dla niej oznaką, że nadal uważa ją za swoją przyjaciółkę.
-Cześć. Wiem, że teraz nie chcesz nas znać, ale pozwól, że coś ci powiem…
-Ale, to nie…
-Proszę posłuchaj – przerwał jej – Mimo tego, że jesteśmy jacy jesteśmy, że Victoria znaczy dla Niall’a bardzo dużo, że Harry jest trochę świrniętym chłopakiem, Louis wiecznym żartownisiem, że Zayn dużo pali, że ja jestem jaki jestem, nadal mamy swoje uczucia. Wiesz, twoja wypowiedź obeszła mnie tylko w małym stopniu, bo masz prawo mnie nienawidzić. Przez moich kumpli stałoby ci się coś strasznego i przykrego… Ale nieważne – zatrzymał się na chwilę – Chciałem ci tylko powiedzieć, że nie masz prawa obrażać ich w ten sposób, bo teraz wszyscy to przeżywają. Zależy im na tobie bardziej, niż ci się wydaje. Oddali by za ciebie nawet życie, bo jesteś ich najlepszą przyjaciółkę. Pytanie tylko, czy przyjaciele się tak zachowują? – zapytał. Amy westchnęła cicho.
-Tak? A czy przyjaciele zatajają przed sobą prawdę? – zapytała rozdrażniona.
-Dobrze wiesz, że wcale ci na Niall’u nie zależy – wytknął jej Liam.
-Co ty bredzisz? – zdenerwowała się Amy.
-Widzę więcej, niż ci się wydaję – uciął temat Liam, po czym się rozłączył. Amy potrzebowała kilku chwil, by w końcu zebrać swoje rzeczy, schować swój telefon i zapłacić za kawę. Wypowiedź Liama zszokowała ją, jak nigdy, ale przecież nie mogła temu zaprzeczyć. Jak zawsze miał rację.  



Witam was po długo krótkiej przerwie.
Jestem z nowym rozdziałem i nowym wyglądem bloga (Podziękowania lecą do niesamowitej Kaeru, która mi go wykonała. Dziękuję, jest jedyny w swoim rodzaju<3) 
No, podoba się? 
Wiem, chciałyście tak bardzo Namy (Niall+Amy) , ale ja lubię mieszać ludziom w życiu xd
Dziękuję, za 20 komentarzy, to naprawdę miłe, że tyle z was czyta moje głupoty *.*
A specjalne podziękowania dla Hani, która przez pół dnia straszyła mnie swoimi odrzutowcami, żebym szybciej napisała.
Widzisz Haniu? Wyrobiłam się przed 22 !:D 
18 komentarzy = Rozdział 20 
No to tyle. Do następnego słoneczka <3 
PS wybaczcie za błędy!

20 komentarzy:

  1. nadal nie lubie Victorii.
    i nie widzi mi siee paring Zayn + Amy.
    a Liam nadal jest gnojem.
    to smutne...
    czekam na następny. ; dd

    OdpowiedzUsuń
  2. fajne, fajne, czekam na następny xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudnie. Cudnie. Cudnie.
    Czekam na kolejne *.*



    Pozdrawiam :



    i-can-be-your-shelter.blogspot.com




    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny *______*
    Możesz zacząć pisac kolejny bo te komentarze szybko się znajdą pod takim cudownym rozdziałem. Ciekawi mnie o co chodziło Liasiowi??
    Czekam na kolejny :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudnie piszesz, czekam na następny *_*

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie lubię nowego wcielenia Liama. Ale rozdział jest świetny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale fajnie by było, gdyby tak Amy była z Liamem. Z jakiegoś powodu myślę, że byliby ładną parą

      Usuń
  7. Rozdział świetny, jak zawsze zresztą. Biedna Amy :( jak Niall mógł ją zdradźić? Tak czy siak nie mogę się już doczekać nowego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam tego bloga! Zdecydowanie jeden z moich ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajny blog. Cudowny rozdział:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej słońce!!! :D Widzę, widzę! :) Hahah spędziłyśmy większość piątku przed komputerem, ale nie żałuję. Trzeba było Cię jakoś zmobilizować do napisania tego cuda! :** Moje kopniaki w tyłek+ kawa 3 w 1 (ale mi wtedy na smak zrobiłaś xd)+ straszenie moimi odrzutowcami nie poszło na marne! :) Chciałam ci jeszcze powiedzieć, że ty też mnie straszyłas twoim długopisem z Myszką Miki :P ahahha
    Streszczam się :) hahha, ja i streszczanie... nie, nie :D
    Najpierw jeszcze napiszę, że wykrakałaś wtedy jak mówiłyśmy o twoich chorych nerkach, ponieważ ja też jestem chora. Mam 38 stopni gorączki i chyba też nerki chore, bo co 2 minuty do kibelka chodze :D No ale i tak jestem zmuszona iść jutro do sz... fuj, nie kończę. No chyba, że uciekniemy razem tak jak planujemy. Dobraaa... teraz rozdział. Ostrzegałaś mnie, że taki będzie, ale łudziłam się, że jeszcze jakoś to odkręcisz... Najgorsze jest to, że ja się tak jakoś bardzo nie smucę tym, że to koniec Nialla i Amy. Jest jeszcze Zayn i Liaś, który mimo iż teraz taki zbuntowany to kochany! Nie wiem o co mu chodziło podczas tej rozmowy z Amy, ale mnie to nieźle zaciekawiło... :D Mam nadzieję, że kolejny pojawi się szybciej i nie będę musiała cię straszyć moimi odrzutowcami w pogotowiu. Pamiętaj, że są dwa (z czego jeden brudny, ale umyje).. Dobra bredzę... To chyba przez tą gorączkę. Kasiu pisz szybciutko, bo Hania czeka! Szablon jest genialny, zresztą już ci to mówiłam. Liaś na tym zdjęciu... mrr :** Dobrze, ze jednak udało ci sie go tu wstawić. ahh ta technologia :))
    Życzę Ci dużo siły na ten tydzień. Jesteśmy leniwe, ale jakoś sobie poradzimy i przetrwamy do wakacji! Właśnie dodałam rozdział u mnie, więc zapraszam (to jest ten dla Ciebie) :**
    Buziaki, Hania :**

    OdpowiedzUsuń
  12. super rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Naprawdę bardzo podoba mi się ten rozdział, czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeeeeezu .... Tragiczne(w dobrym znaczeniu)!! Boski<33 Czytałam rozdział przy piosence : Bring Me to Life - Evanescence i według mnie to pasuje :))
    Czekam na następny!
    Marzena

    OdpowiedzUsuń
  15. następny rozdział!!!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  16. fajne opowiadanie ;) miłę do czytania ;) Dodaję do obserwowanych ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. LIAAAAAMA MI POPSUŁAŚ.
    DA WKDJCBSVH BASKJCB SDUFYGHCB SDKJHFVBCESDJCXHBDSFUCDBYG
    JAK MOGŁAŚ?
    CZEKAJ
    CALM DOWN
    KSDJHFCBSUDGHCBINADSJKCNSUDHX
    SNKADBSHGCVHYGSXDBXNCKJ

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy